Wieczór był ciemny i wilgotny. Wysiadł z samochodu i niedbale trzasnął drzwiami.
Po kilku krokach bezładnego chodu zdał sobie sprawę z tego że pada deszcz..
nie zwrócił  na to jednak szczególnej  uwagi. Podniósł tylko  kołnierz
szarego płaszcza i lekko uniósł ramiona, jak gdyby chciał się w nie schować.
Wiedział doskonale, że potrzebuje ochrony, miejsca w którym może
przeczekać... co? Jeszcze nie zdawał sobie sprawy przed czym ucieka... może bał
się pewnej części..  samego siebie? Może świata, który obwiniał  trochę za swoje
cierpienia. Ktoś powiedział mu : "odpowiedzi są w tobie, posłuchaj". Tylko
że on nie umiał... może ..nie chciał słuchać?
"Nie poddawać się, brnąć do przodu bez względu na
przeciwności... walczyć... " - powtarzał w duchu.. "dotrzeć do czegoś.. nowego, czystego..
delikatnego.. zrzucić z siebie ciężar i odpocząć" Ale im bliżej było do celu, tym bardziej wątpił w
to czy potrafi go odnaleźć. Trudy podróży zahartowały go tak bardzo, że nie
czuł nic. Wiedział że istnieje, ale nie czuł świata.. jego dusza zagubiła się
gdzieś w zakamarkach jego skomplikowanych przemyśleń. Czasem błądził między zawiejami swoich bezładnych myśli.  Mapę zgubił już dawno temu..
Deszcz padał coraz mocniej. "Za chwilę zamieni się w ulewę.. " - pomyślał.
Ciepłe krople spływały po czole, brwiach i skapywały z końca nosa.. mokre
ulice, cicho przemykający ludzie z parasolami, przejeżdżające gdzieniegdzie
samochody. Miękki szum wielkiego miasta nocą..  Nie potrzebował w tej chwili
nic więcej. Wiedział że to ulotne.. ale czuł się wspaniale.

 

 

P. J.

grudzień 2002