Siedziałem
w zaciszu mego pokoju wpatrując się tępo w pomarańczową poświatę lampki. Meble
stały porozmieszczane po całym pomieszczeniu w taki sposób, jakby ktoś je dopiero
tutaj wstawił ; i może wyglądałby on jak po przeprowadzce, gdyby nie to, że walało
się pomiędzy nimi sporo papierów , pogniecionych kartek z niechlujnymi szkicami i
przypadkowymi zapiskami. I wogóle było brudno. „Syf
” – powiedziałaby pani Brunhilda, gdyby oczywiście miała okazję to zobaczyć –
ale chyba nie musiałem się tego obawiać, ponieważ wyjechała na miesiąc do Kapadocji
, aby odwiedzić swego dalekiego kuzyna. Zresztą , wcale mnie to tak bardzo nie
obchodziło, bo miałem na głowie dużo ważniejszy problem, który spędzał mi sen z
powiek od sześciu dni. Myślałem... Tak,
ciągle myślałem. Chodziłem z jednego rogu pokoju do drugiego, przystawałem na
moment... mrużyłem oczy i przyglądałem się dogłębnie... szukałem... sensu ? Sam
nie wiem. Wiem, że szukałem, ale nie byłem w stanie sprecyzować , czego tak naprawdę
się po sobie spodziewam. Starałem się trochę wytężyć , lecz wcale nie przychodziło
mi to łatwo. Przestrzeń w której przebywałem , począwszy do momentu, w którym ją
zdeharmonizowałem stała się z mojego punktu widzenia wolna. Wolna, nareszcie wolna...
przez kilka miesięcy narastała na niej narośl formująca się wskutek rutynowego
użytkowania i tworzyła prawie niewidoczne , niczym pajęczyna więzy, powodujące
powolne jej poddawanie się zanieczyszczeniu... tak, energia już nie mogła przez nią
swobodnie przepływać, a co gorsza... ja o tym wiedziałem. Co
może zrobić taki człowiek jak ja ... wiedząc o słabości systemu , który sam niegdyś
uważał za prawie idealny ? Hm... który sam kiedyś stworzył... nosił go na rękach od
momentu narodzin, dopieszczał widząc niedopatrzenia... Przymrużyłem
jeszcze raz oczy i głęboko wpatrzyłem się w całość znajdującej się przede mną
pustki. Podszedłem
wolno do stojącej naprzeciwko szafki i złapałem ją za boczne krawędzie. Nachyliłem
się nieznacznie i zapierając się lekko nogami posunąłem ją o 10 cm wzdłuż ściany.
„Tak, teraz lepiej” – powiedziałem cicho do siebie... Zrobiłem parę kroków w tył
i oceniłem spojrzeniem wprowadzoną zmianę. Nie była to rewolucja, ale raczej
dopełnienie, uczynienie szczegółu
klarowniejszym, bardziej czytelnym, co dodało przestrzeni jakby trochę więcej
związanego z sensem i ideą wdzięku. Właśnie najciekawsze jest to, że idea wisi
gdzieś w tej pustce, nadając jej sens, ale... nie wiem. Nie wiem, czym tak naprawdę
jest. Bo ona po prostu jest, istnieje, żeby można było ją czuć wchodząc do mojego
pokoju ; tak, żeby każdy wchodzący widział coś więcej, niż cztery ściany i parę
mebli. Bo właśnie dla tej idei poświęciłem małą cząstkę siebie. Bez tego nie
byłaby tym, czym teraz jest... ... Ogarnąłem
pomieszczenie triumfalnym spojrzeniem. Moje dzieło wydawało się świeże jak poranne
bułeczki sprzedawane przez ucieszną babulinkę w sklepiku na rogu ulicy. Było takie
nowe, nieskażone przyzwyczajeniem... patrzyłem na nie zafascynowany. Zmiana całego
systemu organizacji przestrzeni wprowadziła niemalże kosmiczne zmiany w życiu jednostki
, którą jestem. Urodziłem się na nowo. Skończyłem
przemeblowanie.
Przemysław Jaworski 26 luty 2000 |